Nagle, od strony parku ciszę ulicy przerwał ryk pracującego na wysokich obrotach silnika samochodowego. Długa, czarna limuzyna wyskoczyła gdzieś z tyłu i z piskiem opon zatrzymała się przy samochodzie Staples. Z drugiego pojazdu rozległ się huk szybko następujących po sobie wystrzałów. Na jezdnię i chodnik posypało się szkło z roztrzaskanych wraz z głową kierowcy szyb zaparkowanego samochodu i podziurawionych drzwi wejściowych, które rozpadły się na krwawe odłamki, gdy ciało Catherinę Staples zostało wbite w ich framugę gradem pocisków.
Z piskiem buksujących opon czarna limuzyna zniknęła w ciemnej ulicy pozostawiając za sobą krwawe pobojowisko.
– Jezu Chryste! – ryknął Richards.
– Zwiewaj stąd – rozkazał Conklin.
– Dokąd? Na rany boskie, dokąd?
– Victoria Peak.
– Zwariowałeś?
– Nie, ale z pewnością zwariował ktoś inny. Pewien dobrze urodzony sukinsyn dał się nabrać. To musiało tak się stać. I ja pierwszy mu o tym powiem. Ruszaj.